Freak fog
Minął sobie długi weekend czyli 3 ciepłe i słoneczne irlandzko-letnie dni. Ponieważ trochę żałowałem ładnej pogody postanowiłem w niedzielę wybrać się na Howth celem uwiecznienia 1672 zachodu słońca. Niestety w niedziele wieczorem już mi się zbytnio nie chciało telepać Dartem więc stwierdziłem że jeśli poniedziałek będzie ładny i będzie okazja to wtedy. Poniedziałkowi goście nie dopisali ;) ale przynajmniej sprzedali cynk że nad Zatoką jest mgła. Chmur na niebie nie było, widoczność w stronę lądu była świetna więc uznałem że jednak może warto na Howth się wybrać. Kolejnym dobrym znakiem był fakt, że Boska stwierdziła że tez pojedzie (i to mimo wcześniejszego całodniowego sprzątania – ♥♥♥). Mgła, góry, morze, niebieskie niebo i zachodzące nad miastem słońce mogło dać ciekawy efekt.
Tradycyjnie wyjechaliśmy ciut późno ale w nagrodę zobaczyliśmy najdziwniejszą mgłę jaką kiedykolwiek widziałem. Unosiła się na kilkanaście metrów nad wodą i przy brzegu, była gęsta i biała, w przeciwieństwie do niebiesko-szarego nieba. Kilkadziesiąt metrów od brzegu po prostu znikała jak odkrojona. Po drodze wyglądało to jakby morze zostało zastąpione puchatym lodowcem, a gdy dojechaliśmy na miejsce mgła okazała się być tylko nad Zatoką Dublińską, sąsiednie zatoki były „czyste”. MAgła tak nagle jak się pojawiła nagle zaczęła znikać i w ciągu kilkudziesięciu minut po zachodzie słońca po prostu zniknęła.
Te kilka fotek poniżej niestety nie jest w stanie pokazać tego co było widać „na żywo”:
(większa wersja po kliknięciu)






Boska nie stwierdzila tylko zostala zaszantazowana emocjonalnie i z marudzeniem i ociaganiem pojechala. ale fakt, warto bylo.
Comment by Boska — 06.05.2008 @ 17:51