Mały update
Boska wreszcie wróciła. Świat wrócił do normy, cała reszta jest w sumie nieważna. Mogę jedynie jeszcze wspomnieć że w międzyczasie obie Koty totalnie się oswoiły i można z mruczącymi futerkami robić co tylko się zechce.
Boska wreszcie wróciła. Świat wrócił do normy, cała reszta jest w sumie nieważna. Mogę jedynie jeszcze wspomnieć że w międzyczasie obie Koty totalnie się oswoiły i można z mruczącymi futerkami robić co tylko się zechce.
Kociarnia ma dziś czwarte urodziny. I byłby to wesoły dzień, gdyby nie to że kotki nie są już w komplecie. Myszołów umarła w zeszły czwartek, 15.3.2007.
Ostatnie jej zdjęcie mam ze stycznia:
Styczeń 2007
Nie wiadomo dlaczego ani jak umarła, po prostu rodzice znaleźli ją nieżywą pod płotem koło domu. Wyglądała jakby sobie spokojnie spała, tyle że już się nie obudzi. Nie przyjdzie o 1 w nocy i stanowczym miaukiem zażąda aby iść z nią do kuchni i popatrzeć jak ładnie je suche. Nie będzie pilnować pozostałych trzech kotów żeby nie rozrabiały. Nie będzie już walczyć ze sznurkiem z drapaka albo wredną czerwoną plamką. Nie schowa się pod narzutę albo pod stertę wypranych ciuchów żeby sobie spokojnie pospać, zostawiając na wierzchu kawałek ogona lub nosek. Nie zaśnie w nogach ani na monitorze. Nie będzie szczekać na gołębie za oknem. Nie będzie burczeć i marudzić kiedy się ją weźmie na ręce. Nie przybiegnie na szelest torebki. Nie obudzi jej trzask puszki. Nie będzie marudzić że jedzenie niedobre. Nie będzie miauczeć że jej nikt nie głaszcze. Nie złowi już myszy. Zostawiła pusty fotel i puste miejsce na siedzeniu koło telefonu. I nie tylko tam. Żegnaj kochany Myszołowie.
Kotki mają już zdjęte szwy, teraz pozostało jedynie czekać aż sierść odrośnie i ślady (powierzchownie) znikną. Żeby nie było zbyt różowo to zabieg, który łącznie dla dwóch kotek trwał 60 sekund, poprzedziła 45 minutowa gonitwa po domu w celu umieszczenia Misi w kotklatce - Hania nie sprawiała najmniejszych problemów. Oczywiście przy okazji conieco się przemeblowało. Na szczeście łaska Misi jest wielka i nasz niecny atak został nam wybaczony. A plasterki szynki i porcja wołowiny nie miały z tym absolutnie nic wspólnego.
Zdecydowałem się w końcu nie zmieniać pracy. Przynajmniej przez jakis czas, no i oczywiście za odpowiednią zachetą.
Koty coraz zdrowsze, wczoraj podjęły (w zasadzie głównie Hania) heroiczną walkę z wrednym Światełkiem Lasera. Jak na razie Hani nie udało się zabić napastnika choć trzeba jej przyznać że jest nieustępliwa. Misia pozostaje w odwodzie i zabezpiecza tyły. Tak na wszelki wypadek. Ciekawe jak po kociemu brzmi “mówiałam że tak będzie”.
A Zielony Potwór zapewne na dniach zostanie zastąpiony czymś nowszym, choć zapewne też zabytkiem. Nie ma lekko, ale robi sie lżej.
Wczoraj było zaćmienie Księżyca, z tego co słyszę i czytam było doskonale widoczne w Dublinie. Niestety temperatura na zewnątrz nie zachęcała do wyjścia a odsłonięcie okna, z którego byłoby owo zaćmienie widać, to zbyt wielkie przedsięwzięcie jak na zjawisko wystepujące średnio co pół roku. Natura nie zna najwyraźniej fajniejszych cykli, n.p. “co 4 lata”:
1 Rok - Zaćmienie Księżyca
2 Rok - Letnie igrzyska olimpijskie i ME w piłce nożnej
3 Rok - Zaćmienie Słońca
4 Rok - Zimowe igrzyska olimpijskie i MŚ w piłce nożnej
Najwyraźniej Natura nie została jeszcze odpowiednio skalibrowana.
W każdym razie zamiast marznąć woleliśmy obejrzeć sobie “The Illusionist”. Bardzo polecam.
A obie koty coraz lepiej się czują i gdyby nie wygolona sierść i szwy to nie byłoby róznicy.
20 queries. 1.750 seconds. Powered by WordPress