I’m feeling lucky.
^^
It was fun and a great experience to follow a dream, but reality has its own rules.
W zeszłym tygodniu miałem okazję mniej lub bardziej służbowo (na statek!) zwiedzić kawałeczek Londynu. Fotki będa jak zwykle potem. Mało, bo czasu było raptem na dwugodzinny wypad do miasta i obejście okolicy hotelu. Cherry Coke mają i jest to granda bo ja też chce a tutaj nie ma. Tydzień temu wróciłem i od poniedziałku praca na nowszej i ciekawszej pozycji.
A Agnus i YaaL też w międzyczasie nas odwiedzili.
I jeszcze mógłbym wspomnieć coś o wyborach, ale po raz kolejny wybory są w dzień kiedy będę gdzieś w drodze. Tym razem w samolocie.
Gleba była dziś rano. Wiadomo że się nie hamuje przednim kołem na zakręcie bo się ląduje na dupie (wariant optymistyczny). Ale czasem alternatywa jest mniej pociągająca bo betonowa albo stalowa na czterech kółkach. I jutro pojadę sobie po raz pierwszy od chyba kwietnia Dartem do pracy bo nie mam ochoty babrać się dziś z lekko pokancerowanym rowerem.
A propos pracy: NDA ssie. Chujowo wiedzieć coś czego nie można przekazać innym, wiedząc że czekają na wszelkie newsy jak na objawienie. I mimo zabawnych aspektów sprawy chujowatość sytuacji przeważa.
PS.: VX Revolution wymiata - dzięki Boziu :)
20 queries. 2.649 seconds. Powered by WordPress